Przyboczną być… (1)

Słabo.Takie sobieŚrednieFajneSuper (2 votes, average: 2,00 out of 5)
Loading...

Mam napisać coś o funkcji przybocznej? Nie ma sprawy! Choć pełnię tę funkcję od kilku tygodni (3), myślę, że trochę potrafię już o tym powiedzieć… Niewiele, ale mam nadzieję, że następnym razem będę mogła bardziej się wykazać.

Przedstawię wam historię, jak w ogóle doszło do tego, że jestem w ZHP i jaka była moja droga do tej funkcji.
Wszystko zaczęło się w czerwcu 2002 roku, tak, to było tuż przed obozem, bo pamiętam, że byłam jeszcze na dwóch końcowych zbiórkach. Niech główna przyczyna wstąpienia w kręgi 5DH „LEŚNI” pozostanie moją tajemnicą… Aczkolwiek mogę powiedzieć, że była to jedna z lepszych decyzji w moim dotychczasowym życiu!

Patrycja na obozie 5 DH LEŚNI w 2003 rokuNa samym początku czułam się bardzo nieswojo, obco, prawie nikogo nie znałam, wstydziłam się odezwać (zresztą pozostało to do dzisiaj). Tak wyglądały moje pierwsze zbiórki. Z czasem czułam się coraz pewniej. Przełomem był dla mnie zimowy rajd do Krakowa (grudzień 2002).
Wtedy to bliżej poznałam niektórych członków drużyny i samą kadrę:)
Już od pierwszych tygodni miałam pewne plany, pragnienia związane ze sobą i ZHP. Mogą wydać się wam głupie, ale dla mnie miały wartość! Na samym początku byłam w zastępie młodszoharcerskim. Nie mogę powiedzieć że był zły, ale ja chciałam czegoś innego: być w starszym gronie, w zastępie VIRIDES. To była pierwsza rzecz, którą, chciałam zrealizować. W końcu po pół roku znalazłam się w tym zastępie. Jaka ja byłam szczęśliwa… Potem były rajdy, biwaki.

Drugi cel: mundur. Nie miałam go od razu. Pierwszy raz pokazałam się w nim na wiosennej zbiórce (była na pewno na dworze) i ten wymarzony czarny beret:)

Już wtedy byłam zupełnie inną dziewczyną, niż ta, która przyszła w czerwcu . Był to czas wielu zmian w moim życiu. Stałam się śmielsza i bardziej odpowiedzialna. Miałam tyle do powiedzenia. Starałam się (i w dalszym ciągu to robię) się bardzo aktywnie uczestniczyć w życiu drużyny itp. Wtedy nie myślałam o tym, jakie mam szczęście. Zrozumiałam to dopiero na obozie (w 2003 roku – przyp. MG) , na którym miałam okazję się wykazać.

Przez trzy tygodnie spełniały się moje kolejne, ciche marzenia: sam obóz i… krzyż harcerski, który otrzymałam ostatniej nocy. Jak dla każdego harcerza tak i dla mnie, na zawsze, ten dzień będzie szczególny. Potem czekało mnie 1,5 miesiąca bez zbiórek. To był dziwny czas, czegoś mi brakowało. W końcu nastał wrzesień, a z nim nowe przygody. Nie skłamię mówiąc, że moje życie toczy się wokół harcerstwa. W zasadzie żyję od piąku, do piątku, myśląc o kolejnej zbiórce, co nie raz odbiło się to na moich ocenach. Moi rodzice, mimo iż są bardzo wyrozumiali, czasami mają do mnie o to pretensję, iż nie potrafię pogodzić jednego z drugim.

Wychodzę z założenia, że ” życie jest zbyt krótkie, by je marnować. Należy robić to, co się w życiu kocha i co sprawia przyjemność”. Staram się żyć w zgodzie z tą zasadą.
Obecny rok jest dla mnie bardzo owocny, co mogę zauważyć na każdym kroku…

Pierwszymi osobami, które wywarły na mnie wrażenie, byli przyboczni: Marek i Michał. Może dlatego, że są bardzo otwarci i można z nimi pogadać, a może imponowało mi to, co robią w drużynie… W każdym bądź razie od początku marzyłam o takiej chwili, w której otrzymam z rąk drużynowego zielony sznur. Na początku było dla mnie wielkim zaskoczeniem to, że w ogóle ktoś mógł mi zaproponować coś takiego. Ja – przyboczną, nie potrafiłam sobie tego wyobrazić, myślałam, że nie podołam wymaganiom. Już się tego nie obawiam, zresztą miałam okazję obserwować moich poprzedników, od których wiele się nauczyłam.

Na razie jestem bardzo dumna, że w tak krótki czasie tyle osiągnęłam. Dla niektórych to może być tylko tyle, lecz dla mnie jest to aż tyle. Wiem, że czeka mnie nie łatwe zadanie, ale nie jestem sama: jest drużynowy Mirek, który bardzo mi pomaga w mojej drodze harcerskiej, oraz inni przyboczni.

Nie należy rezygnować ze swoich marzeń i pragnień, bo jak widzicie na moim przykładzie jeżeli czegoś naprawdę pragniemy, to jest to możliwe.
Trzeba po prostu wierzyć… Przede mną jeszcze długa droga w osiągnięciu wszystkich zamierzonych celów, lecz mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować. I wam życzę tego samego… Nigdy nie traćcie nadziei.

Patrycja Zawłocka
Przyboczna 5 DH „LEŚNI”

Przeczytaj poprzednie wpisy dziale PUBLICYSTYKA:

Kolejny rok przed nami, 22 grudnia 2003
Wielkanocne porządki, 30 kwietnia 2003
A one na nas czekają, 31 marca 2003
Konsekwencja w działaniu, 28 lutego 2003