Przyboczną być (5)

Słabo.Takie sobieŚrednieFajneSuper (7 votes, average: 4,00 out of 5)
Loading...

„Czasem łapię się na tym, że się grzebię w przeszłości” komu to się nie zdarza? Wiec cofnijmy się w czasie… i zastanówmy się nad tym ,co miało miejsce zaledwie trzy miesiące temu. Wbrew pozorom, jesteśmy bardzo bogatymi istotami, mamy coś, czego wielu mogłoby nam pozazdrościć – wspominania.

Dlatego zachęcam was do przeczytania tego artykułu, kto wie, a może podsunie wam się jakiś kosmiczny pomysł, dowiecie się co w ostatnim czasie działo się w naszym Hufcu, a także podzielę się z wami swoimi wspomnieniami i przemyśleniami z wakacji.

Któż z nas nie powraca myślami do letnich wieczorów , gorących promieni słońca, jezior, mórz, gór…któż by nie chciał powrócić do tamtych dni. Jedni nie mieli wakacji w ogóle, bądź bardzo krótkie, innym skończyły się przeszło miesiąc temu, jeszcze innym tydzień temu…
Koniec roku. Upragnione wakacje i to, na co wszyscy czekali cały rok – obóz.
Pamiętam jak by to było wczoraj, zakończenie roku harcerskiego, ale czy na pewno można mówić o jego zakończeniu, a obóz(?) No właśnie. YOKOSOKO. Pod tą nazwą w tym roku obozowałam wraz ze swoją drużyną w Przerwankach. Jak pisałam całkiem niedawno trafiła mi się „niezła fucha” – byłam instruktorką do spraw programowych.

Był to mój drugi obóz, dlatego miałam wobec niego konkretne oczekiwania. Termin obozu zbliżał się nieuchronnie, a wraz z nim, ja pragnęłam zatrzymać czas. Ostatnia zbiórka przed obozem. Nagle otworzyły mi się oczy(!) jejku, przecież ja wcale nie mam ochoty tam jechać! Może niektórzy pamiętają o tym, jak wspominałam o braku porozumienia z chłopakami starszymi, którzy tworzyli kadrę młodszą tegorocznego obozu. Chciałam uniknąć kolejnych kłótni, nieporozumienia…wakacje mają być przyjemnością, odpoczynkiem…a nie kolejnym stresem. Wszyscy mówili, nie wygłupiaj się, musisz jechać, będzie dobrze…jeszcze wsiadając do autokaru marudziłam. Praktycznie całą podróż przespałam, gdy się obudziłam okazało się, ze jesteśmy w Pozezdrzu. Gdy tylko ujrzałam ten las…od razu przypomniał mi się zeszłoroczny obóz a wraz z nim pojawiła się iskierka nadziei:-)
Pierwsze dni obozu a ja już wiedziałam, że to nie jest czego oczekiwałam, od początku moja współpraca kadrą młodszą się nie układała. Były momenty, kiedy było ok., ale i takie, kiedy zupełnie siebie nie rozumieliśmy. Pierwsze dni obozu były dla mnie najgorsze.

Najmilej wspominam wieczory, należały one wyłącznie do mnie. Był to tylko i wyłącznie mój czas…

Teraz widzę, że źle wystartowałam na obozie. Od początku miałam jak najmniej styczności z drużyną. Jak były zajęcia, ja często w nich nie uczestniczyłam…a jak miałam prowadzić swoje to myślałam, że dostanę bzika. Chyba już w pierwszym tygodniu miałam jedne zajęcia z orgiami. Były totalną klapą:-( drugie miałam w ostatnich dniach obozu, z nich byłam zadowolona i z tego co widziałam, pozostali również, bo któż z nas nie lubi chińszczyzny a la YOKOSOKO. Te zajęcie mnie troszkę podbudowały.
Oczywiście były i pozytywne momenty a nawet bardzo śmieszne…do takich zaliczam jak najbardziej podchody 33DW. Niestety większości (jak nie wszystkim) drużyny bardzo podpadłam. A zaczęło się od kawy. Przecież obóz to nie tylko czas integracji w swojej drużynie, ale również między drużynami. Wieczorne spotkania, ogniska, zabawy i…podchody(!) Tak się złożyło, że w południe umówiłam się na kawę na wieczór… Tak się złożyło, że po podchodach. Czy to coś złego? Ja tak nie uważam. Tylko właśnie – ja! Wszyscy widzą to tak: „podchodziła nas 33 a po podchodach Patrycja wyszła zaproponowała im kawę”. Wystarczy mi, że ja wiem jak to było, a wiadomo, że ile osób, tyle interpretacji. No ale muszę przyznać, że śmiechu było co niemiara 😀 Niektórym humor bardzo dopisywał…bardzo! Codziennie słyszałam jakieś komentarze pod swoim adresem… No i zostałam okrzyknięta kolaborantką (w pewnym momencie przestała się po prostu tym przejmować)

Czasami celowo unikałam jakiś bliższych kontaktów z drużyną. Wszystko robiłam na opak, zamiast iść na zajęcia, ja szłam do zgrupowania, siedziałam w kadrówce. W zabawach również nie brałam udziału.
Był moment, kiedy bardzo poważnie zaczęłam się zastanawiać nad swoją osobą, funkcją, jednak Karolina powiedziała, że to nie czas na to, jak wrócę do domu, to wszystko wróci do normy. Tak też się stało. Potrzebowałam nie mało czasu , aby po nim ochłonąć i wszystko sobie na spokojnie przemyśleć.
Właściwie, to dobrze, że piszę to teraz, a nie zaraz po obozie.

Czy czuję się spełniona(?) NIE do końca. Chociaż już sama nie wiem. Wiele się z mieniło od mojego powrotu z Przerwanek. Wtedy napisałabym: TO BYŁA MOJA PORAŻKA, jednak teraz napiszę WIELE SIĘ NAUCZYŁAM NA TEGOROCZNYM OBOZIE. Przede wszystkim poznałam siebie. Wtedy miałam zupełnie inne odczucia, teraz patrząc na to z perspektywy trzech miesięcy obóz odbieram jeszcze inaczej. Na początku nie potrafiłam znaleźć żadnych jego pozytywów. Teraz wiem, że widocznie tak musiało być, gdyż dał mi on wiele do myślenia…dopiero teraz to doceniam. Prawdą jest, że człowiek uczy się na błędach. Już wiem, czego będę na przyszłość unikała.

To co było – minęło. O zdarzeniach które nienajlepiej zapisały się w mojej głowie staram się już nie pamiętać, tych drugich jest znacznie mniej, ale są:-) Podsumowując – na obóz pojechałam, poznałam bliżej co poniektórych, dowiedziałam się czegoś o sobie. Dzisiaj wiem, że myliłam się co do pewnych spraw. Ale przede wszystkim PRZETRWAŁAM te trzy tygodnie i wyciągnęłam z nich odpowiednie wnioski na przyszłość. Wróciłam do domu. Długo żyłam Przerwankami, teraz temat jest zamknięty…chociaż (?) czasem jeszcze w myślach powracają obrazy związane z obozem.
Może jednak te wspomnienia nie są do końca takie złe. Cieszę się, że mogę podzielić się nimi właśnie z Wami:-)

Największym zaskoczeniem tegorocznego obozu było dla mnie wyróżnienie na Apelu kończącym.
Aha, mogę jeszcze dodać, że byłam jedyną dziewczyną w kadrze (ale na to nie powinnam narzekać:D) Choć nie zawsze mi to było na rękę… W końcu nie pogadam z facetami o nich:D Ale to tak … między nami – dziewczynami. Chłopaki, nie próbujcie tego zrozumieć;-)

To był obóz…na nim moje wakacje się nie skończyły. W domu zabawiłam kilka dni i czekał mnie już kolejny wyjazd, mocno harcerski. Tyle, że tym razem byłam z zupełnie innymi ludźmi…to już nie był wyjazd drużyny, a Hufca, Chorągwi:-)
W związku z maturą, która mnie czeka w nadchodzącym roku postanowiłam wykorzystać wakacje na szkolenie.
Gorzewo – jedno miasto a tyle wspomnień, tylu ludzi… całe dwa tygodnie spędziłam pod Płockiem.
LAS (Letnia Akcja Szkoleniowa) – mam nadzieję, ze ten termin nie jest Wam obcy. Pod tą nazwą urzędowali instruktorzy, którzy również mieli swoje szkolenie, ale to nie o tym mam pisać, lecz o swoim kursie. Może króciutko napiszę przybliżę wam samo szkolenie, jeżeli można tak to nazwać. MAKI 2004 MAKI 2004 (Mazowiecka Akcja Kształcenia Instruktorów) ojej, już się gubię, z tym podziałem na gniazda…itp. ja byłam w MAKACH i koniec. A dokładniej w HAmakiES’ach. (nazwa którą sobie nadaliśmy jako kursanci kursu starszoharcerskiego). Tak, bo MAKI skupiały w sobie kursy zuchowy, harcerski, starszoharcerski i wędrowniczy:-)
Nie miałam specjalnych oczekiwać wobec tego kursu. Jechałam jedynie z nadzieją, że zdobędę wiedzę, doświadczenia i nawiążę nowe znajomości.

Nie ukrywam, że troszkę się rozczarowałam. Nie przywiozłam stamtąd nic, czego bym już wcześniej nie słyszała od instruktorów z naszego Hufca. Z hufca Otwock – pojechało 13 osób, w tym Siarek i Mikołaj, którzy także byli w HamakiES. Bardzo się cieszę, że to byli właśnie oni. Zawsze mogłam sobie z którymś pogadać. Poznałam ich z zupełnie innej strony…nie tylko przybocznych. Oczywiście Otwock królował. Nauczyliśmy innych kursantów naszego „Koła”, „Dziś w nocy będzie fajnie” i wiele innych, ale my również nauczyliśmy się nowych pląsów, gier, kilku piosenek.
Znajomości – pod tym względem jestem bardzo zadowolona z kursu. Poznałam fantastycznych ludzi. Mieliśmy okazję wymienić się doświadczeniami nie tylko z zakresu ZHP, ale także własnymi zainteresowaniami, planami na przyszłość, pogadać o szkole:/ itp.
Kadra – ojej, jest to bardzo ciężki temat, którego nie chciałabym podejmować. Kadra, jak to kadra. Raz bywało lepiej, raz gorzej. Były dni, kiedy świetnie się dogadywaliśmy, ale nie ma co ukrywać były i momenty, kiedy byliśmy normalnie olewani (mówię z punktu widzenia kursu HamakieS).
Na ogół bywa, że na takich kursach jest przysłowiowa harówka, są zajęcia od rana do wieczora, a tu psikus(!) Bywały i takie dni, kiedy mieliśmy 3 godzinne OLB, bądź godzinną przerwę między zajęciami. Ale to już było… i znów tylko wspomnienia i kontakt z niektórymi osobami.

Zauważyłam (to chyba nie jest odkrycie) że wakacje jak najbardziej sprzyjają integracji między drużynami. Częściej można dostrzec grupki ludzi np. z 3 różnych drużyn, niż jedną gdzieś razem. Także sprzyjają temu różne uroczystości, których wbrew pozorom nie brakuje. Chyba po tym wszystkim nasuwa się jedna myśl. WAKACJE POWINNY TRWAĆ WIECZNIE!
Może nie wiecznie, ale powinny być dłuższe 😉

Jednak wszystko co dobre…itd…wakacji nadszedł kres zaczęła się szkoła…pierwsze tygodnie a ja chcę już wakacje! Przeraża mnie MATURA, która jak by nie patrzeć zbliża się wielkimi krokami.

Zaledwie zaczął się rok szkolny a już tyle się wydarzyło!
Mamy za sobą HUFCOWY START HARCERSKI. O nim również powinnam coś wspomnieć tym bardziej, że byłam jego współorganizatorką. Szczerze powiedziawszy jeszcze nie zdążyłam sobie wszystkiego poukładać w głowie. Start jest dla mnie już takim odległym wydarzeniem….a miał miejsce zaledwie miesiąc temu. Z mojego punktu widzenia nie było tak tragicznie. Było to pierwsze przedsięwzięcie na większą skalę w którym miałam okazję uczestniczyć. Myślę, że Karolina zgodzi się ze mną, iż wiele on nas nauczył:-) Jeśli chcecie obejrzeć galerię zdjęć oraz poczytać dokładniejszy przebieg samego startu zachęcam Was do zajrzenia na stronę Hufca (przyp. http://www.otwock.zhp.org.pl/hufiec/). W międzyczasie odbyła się Rada Szczepu, na której rozmawialiśmy oczywiście o tym roku harcerskim. Kolejne wydarzenie, o którym chciałam wspomnieć jest to otwarta zbiórka KSI, na której miałam przyjemność uczestniczyć. Była to pierwsza zbiórka w tym roku zorganizowana przez Komisję. Jej uczestnikami byli przyszli instruktorzy Hufca, który mają pootwierane próby oraz obecni – ich opiekunowie. Mieliśmy jakieś zadania do opracowania, tak się złożyło, że byłam z Michałem i Moniką. Ale mieliśmy wesołą grupkę…kiedy wszyscy już wykonali swoje zadania my oczywiście się dopiero za nie zabieraliśmy, w pewnych chwilach kompletnie nie kontaktowaliśmy…ale było fajnie;-)

Całą zbiórkę oczywiście towarzyszyli nam Julka i Antek, to oni głównie wprowadzali humor tego wieczoru, choć muszę przyznać, że innym również go nie brakowało;-) Bawiliśmy się świetnie przy różnorodnych smakach mamby i papierowych samolotach.
Zbiórka zakończyła się kręgiem i…wręczeniem nam instruktorskich lilijek… Mam nadzieję, że wkrótce staną się one nieodłącznym elementem naszego umundurowania, czego życzę wszystkim przyszłym instruktorom.

Warto również wspomnieć o akcji sprzątania świata „Czysty las”, którą przeprowadził w jedną z sobót Szczep Józefów. Zjawili się wszyscy przedstawiciele jednostek szczepu, począwszy od zuchów, po instruktorów z komendantką na czele. Dzięki naszej sprawności i zwinności uwinęliśmy się w niedługim czasie. Podsumowaniem akcji były podziękowania i krąg, zaśpiewaliśmy bratnie słowo i mogliśmy spokojnie wracać do domów na obiad. To nie był koniec atrakcji na ten dzień. Jak zapewne pamiętacie, w ostatnim czasie chodziliśmy 60 rocznice kapitulacji Powstania (02.10.1944). W związku z tym część 5DHS „LEŚNI” oraz 3DH „ZAWISZACY” udała się do Muzeum Ziemi Otwockiej, gdzie 123 DH „WĘDROWNE PTAKI” zadbała o odpowiednią oprawę uroczystości. Zapewne większość obecnych zgodzi się ze mną, że warto uczestniczyć w tego rodzaju uroczystościach. jest to nie tylko dobra szkoła historii, ale również patriotyzmu bo jak powiedział Horacy „Naród, który nie zna swojej historii, jest jak człowiek, który stracił pamięć”. Długo będą w moich uszach rozbrzmiewać piosenki tamtych lat, jak i gawęda Druha Andrzeja Zalewskiego m.in. o Światowym Skautowym Jamboree w 1937 roku, na którym miał okazję widzieć Baden-Powella

Jednak nie można wiecznie żyć przeszłością. Przed nami nowe wyzwania, którym musimy stawić czoła i tylko od nas zależy jak wystartujemy. Życzę wszystkim zapału, chęci i wytrwałości.

Patrycja Zawłocka
5 DHS „LEŚNI”

Przeczytaj poprzednie wpisy dziale PORADNIK DRUŻYNOWEGO:

Naramiennik Wędrowniczy, 14 września 2004
Demokratycznie decydować, 13 września 2004
Zabawy harcerskie, 9 czerwca 2004
Przyboczną być (4), 7 czerwca 2004
Bohater Hufca, 30 kwietnia 2004
Przyboczną być (3), 31 marca 2004