Pohukiwania Białej Sowy [Czuję się odpowiedzialny]

Słabo.Takie sobieŚrednieFajneSuper (7 votes, average: 4,00 out of 5)
Loading...

Żyjąc już dość długo na tym najlepszym ze światów zajmowałem się różnymi dziedzinami działalności.

Najpierw zmuszono mnie do opanowania dorobku wielu pokoleń żyjących wcześniej. Działo się to w szkole podstawowej, liceum i na studiach podstawowych i podyplomowych.

Potem to ja przekazywałem ten dorobek różnych dyscyplin naukowych w sposób bardziej lub mniej udany rzeszom uczniów. Najczęściej były to próby ukazania dorobku fizyki od czasów Archimedesa i Pascala, po osiągnięcia rodzimego Instytutu Badań Jądrowych w Świerku.

Poza fizyką uczyłem chyba wszystkiego na poziomie szkoły podstawowej, a licealistom w otwockim EKONOMIKU próbowałem ukazać Podstawy Wychowania Rodzinnego (był taki przedmiot !!!), przysposabiać do życia w rodzinie, a także nauczyć zasad organizowania się społeczeństw i funkcjonowania w ustroju demokratycznym.

Po pewnym czasie, chyba zbyt póżno, zorientowałem się, że niewiele z tego wszystkiego zostaje w głowach uczniów i wtedy postawiłem na wychowanie przez turystykę i krajoznawstwo. Po latach przekonałem się, że skutek był nadzwyczajny. Spotykam często moich wychowanków w różnych miejscach kraju, którzy połknąwszy bakcyla turystyki, znależli swój sposób na życie.

Od kilku lat prowadzę wycieczki jako licencjonowany przewodnik Polskiego Towarzystwa Turystyczno – Krajoznawczego. Bardzo lubię ukazywać początki naszej wiary i państwowości na Szlaku Piastowskim, piękno Tatr i Pienin (ale nie Krupówek!!!), zabytki i Historię w Krakowie, osobliwości Wieliczki, Jędrzejowa, Sandomierza, szydłowa i Szydłowca.

Pokazuję liczne synagogi, meczety i cerkwie na białostocczyżnie ukazując Rzeczpospolitą jako kraj współistnienia rozmaitych religii i kultur.

Pochodzę z Gór Świętokrzyskich i chyba nie musze mówić, że to jest moja najbardziej umiłowana kraina. Nie tylko moja. Żeromskiego i „Ponurego”, „Nurta” i Michniowian, księcia Jaremy i mnichów z Wąchocka, Sienkiewicza i braci Fodygów.

Kilka dni temu wróciłem ze wspaniałej wycieczki szlakiem Wrześniowych Virtuti Militari. Pokłoniliśmy się bohaterskim obrońcom Mławy, milczeliśmy nad grobami Westerplatczyków, przeszliśmy pokładami „Błyskawicy”, oddaliśmy hołd Obrońcom Poczty Polskiej w Gdańsku. Oczywiście był koncert w Oliwie, były spacery na molach Pucka, Sopotu i Brzeżna, były gofry, lody i Mc Donald’s. Od tłumów i zgiełku Długiego Targu uciekliśmy spod fontanny Neptuna w niezwykle gościnne progi Stoczni Gdańskiej, legendy i kolebki „SOLIDARNOŚCI”, w cień Pomnika Poległych Stoczniowców I cóż? Ano nic. Byliśmy od dłuższego czasu jedyną tam wycieczką. Chciałoby się w tym miejscu zakończyć i powiedzieć: BEZ KOMENTARZY. Mieliśmy tam być 15 minut. Musieliśmy zarządzić koniec zwiedzania, kiedy po godzinie młodzi gimnazjaliści, rocznik 1986 zapomnieli o pędzącym czasie.

Dlaczego to piszę? Bo czuję się, jako harcmistrz, nauczyciel i przewodnik odpowiedzialny za przekazywaną wiedzę i sposób rozumowania młodych ludzi. Muszę odkłamywać prawdę nie tylko o Polskim Sierpniu, zbrodniach na narodzie polskim, stanie wojennym itp. Najlepiej poznaje się prawdę u jej materialnych żródeł. A co sądzisz Czytelniku o problemie: Harcerz a polityka? To będzie temat następnych POHUKIWAŃ.

Wasza Biała Sowa

Przeczytaj poprzednie wpisy dziale PUBLICYSTYKA:

A kolonia tuż, tuż, 29 maja 2002
Harcerzem być – C.D., 17 kwietnia 2002