Pasja (Noc wyjścia z niewoli)

Słabo.Takie sobieŚrednieFajneSuper (9 votes, average: 4,00 out of 5)
Loading...

Idąc na „Pasję” znałem wrażenia osób, które były wcześniej na tym filmie w kinie, zdążyłem przeczytać kilka recenzji i obejrzeć kilka zdjęć z filmu. Byłem przygotowany na uczestniczenie w męce Chrystusa realnej aż do bólu.

Ostatnie godziny życia Chrystusa są w tym filmie przedstawione bardzo realnie i bardziej dosadnie niż się spodziewałem. Tylko w niektórych momentach kamera odwraca się od drastycznych cen (np. wbijanie kolejnych gwoździ w czasie przybijania do Krzyża).

Obejrzenie filmu przybliża widzowi sposób w jaki zginął Chrystus. Przybliża, bo mimo troski o wierność realiom film jest opowieścią bardzo przekonywującą, ale nie wierną.
Mel Gibson kręcąc film nie trzymał się wiernie przebiegu zdarzeń opisanych w Ewangeliach. Umieścił kilka niewystępujących w Biblii scen zapożyczając je z apokryfów (*) (św. Weronika ocierająca twarz Chrystusowi podczas drogi krzyżowej; uzdrowienie żołnierza, który włócznią przebił bok Chrystusa na krzyżu), niektóre fakty „ocenzurował” (w filmie nie zostało przetłumaczone stwierdzenie Żydów żądających ukrzyżowania „Krew Jego na nas i na dzieci nasze”, padają te słowa w oryginalnej wersji językowej, ale nie ma ich na napisach) a szczegóły męki wzorował na popularnych w średniowieczu wizjach św. Brygidy Szwedzkiej (“Biczowali Go (…) a kiedy bicz wyrwano, widziałam ciało przeorane przez bicz jak ziemia przez pług. (…) Potem (…) rozpięli na krzyżu. Najpierw przywiązali prawą rękę do belki, w której były wywiercone otwory na gwoździe (…), Jego oczy były na pół umarłe, policzki zapadnięte, a oblicze z otwartymi ustami i przekrwionym językiem nieprzyjemnie zeszpecone(…) Wisiał pokaleczony i bladosiny…” – św. Brygida, “Mater Dolorosa”).
Hollywoodzkie zburzenie Świątyni w momencie śmieci Chrystusa (w rzeczywistości rozdarła się w niej tylko zasłona) dopełnia obrazu „realizmu” filmu.


Gibson bardzo fragmentarycznie przedstawia w swoim filmie tło procesu Chrystusa. Szczegółowo dowiadujemy się o pobudkach działania Piłata, ale nie wiemy nic o tym dlaczego Judasz zdradził i dlaczego kapłanom Chrystus był tak bardzo nie na rękę, że postanowili go zabić. Nie wiemy też dlaczego Jego uczniowie (których poza Apostołami musiał sporo mieć) nie stanęli w Jego obronie.

Jedną z pierwszych scen filmu jest dialog Maryi i nawróconej przez Jezusa cudzołoznicy (prowadzony równolegle z aresztowaniem Chrystusa), w którym pada pytanie pochodzące z obchodów żydowskiego Święta Paschy upamiętniającego wyjście żydów z niewoli egipskiej.

”- Dlaczego ta noc jest inna od wszystkich nocy w roku?
– Byliśmy niewolnikami faraona w Egipcie i [tej właśnie nocy] wyprowadził nas Bóg mocną ręką i wyciągniętym ramieniem”
Noc pojmania Chrystusa jest nocą wyjścia z niewoli. Nocą, od której wszystko się zmienia. W tę noc Bóg przeistacza naród niewolników w wolnych ludzi; pokazuje małość tych, którzy mają władzę (od faraona do Piłata).


Kiedy Maryja dowiaduje się o aresztowaniu Syna wypowiada słowa: „Wypełniło się”. Z tej perspektywy zupełnie inaczej ogląda się dalszy ciąg filmu. Następujące po sobie coraz szybciej wydarzenia będą miały swój finał w scenie Zmartwychwstania. Scenie, dzięki której film o zamęczeniu człowieka staje się filmem o odkupieniu ludzi przez Boga. Dzięki tej scenie człowiek z ulgą wychodzi z kina.
Dla tej bardzo krótkiej i zaledwie zasygnalizowanej sceny warto przeżyć trwające kwadrans biczowanie. Żal ustępuje miejsca radości i nadziei.

„Pasję” oglądałem w jednym z multipleksów. Ze zdumieniem zobaczyłem, że niektórzy ludzie wchodząc na salę mieli ze sobą popcorn i colę.
Pocieszające jest może to, że u nas film uniknął marketingu w hollywoodzkim stylu i nie możemy jeszcze (w przeciwieństwie do widzów w USA) kupić gwoździ do krzyżowania z wygrawerowanym cytatem z Księgi Izajasza: „Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy” (Iz 53,5).


Film Gibsona przez niektórych uznawany jest za kinowe rekolekcje wielkopostne. Od nas zależy czy to spotkanie z Chrystusem będzie dla nas miało takie samo znaczenie jak dla Szymona z Cyreny (pomagał nieść krzyż), dla którego było początkiem nowego życia (Dzieje Apostolskie wspominają o jego dzieciach jako wyznawcach Chrystusa), czy też takie jak dla Heroda, który – zaciekawiony być może nawet postacią Jezusa – kompletnie nie rozumiał, o co się ociera.
A może za przykładem Piłata „umyjemy ręce” nie przyznamy się do tego, że my też jesteśmy winni Jego śmierci?

Mirek Grodzki
Konsultacja: Marysia Mikulska

(*) Apokryf [gr. apokryfos: ukryty, ciemny, tajemny] – anonimowe pismo żydowskie lub chrześcijańskie nie uznane oficjalnie przez Kościól za kanoniczne. Apokryfy naśladują rodzaj i styl kanonicznych ksiąg biblijnych i podają się za dzieła znanych postaci historii religijnej. Celem ich było ilustrowanie niektórych dat i wydarzeń biblijnych, zbudowanie lub pocieszenie czytelników, czy też rozpowszechnienie nowej nauki. Zawierają wiadomości legendarne bez większej wartości historycznej.

Przeczytaj poprzednie wpisy dziale KULTURALNIE:

I Frodo dupa kiedy orków kupa, 28 stycznia 2004
Sceny Łóżkowe, 23 listopada 2003
Idziemy na, 30 września 2003